Mama wypoczywa



1. Kiedyś, dawno temu, umiałam odpoczywać, o tak. Tak mi się przynajmniej wydaje, bo już słabo pamiętam ;) Zawsze był czas na książki, na całe mnóstwo książek. Był czas na spanie do oporu, szwendanie się po sklepach (Ikea my love), odwiedziny u koleżanki czy po prostu na leżenie i myślenie o niebieskich migdałach. Był też czas na podróże, bliskie i dalekie, spontaniczne i zaplanowane, na survival w Mołdawii czy szybki wypad do Paryża. Gotowałam tylko dla przyjemności. Mogłam leżeć w wannie godzinami, wystarczyła dobra książka.



2. Po urodzeniu Franka trochę się zmieniło. Nadal się wysypiałam, bo młody szybko zaczął przesypiać noce i właściwie codziennie do 10-11 mogliśmy sobie jeszcze pospać. Spałam też czasami razem z nim w południe i wieczorem ;) A jak nie spałam to mogłam poczytać, pooglądać seriale. Zaczęłam szyć. Nadal jeździłam na zakupy (choć krótsze, bo jakoś mi się nie chciało, a i tak zawsze wracałam z zakupami dla Franka). Jak mi się nie chciało gotować obiadu to zamawialiśmy pizzę albo kupowaliśmy mrożone pyzy, a Franio jadł obiad ze słoiczka. Udało nam się zaliczyć kilka wyjazdów, więc nie ma co narzekać.

3. Po urodzeniu Ignasia zmieniło się praktycznie wszystko. Franio ma już tylko jedną drzemkę w dzień, często akurat wtedy nie śpi Ignaś. Jak śpią obaj to ja nie śpię, bo mam do zrobienia obiad, sprzątanie, zaległości w papierach plus to, to, to i tamto. Albo jak już mam wszystko zrobione to nie mogę usnąć, bo sprawdzam, czy żaden się nie odkrył, czy nie dostałam nowego maila, zerkam, co to za powiadomienie z fb. Przypominam sobie, że nie schowałam czegoś do lodówki po obiedzie. Albo że nie podlałam kwiatków na ogrodzie, jest upał i uschną. Albo że zaczyn na chleb stoi już o kilka godzin za długo i muszę dokończyć chleb teraz, nie po drzemce. A wieczorem... Mam wreszcie chwilę dla siebie, bez obowiązków i wykorzystuję ją jak tylko mogę. Najczęściej zaszywam się w internecie, czytam wszystko, co ominęło mnie w ciągu dnia, przeglądam instagramy czy pinteresty, czytam blogi, robię zakupy. Aż jestem już tak zmęczona, że zasypiam przy komputerze (choć częściej z komórką w ręku, a kiedy się budzę odkrywam milion nieopatrznie pootwieranych stron ;)). Do wanny nie wchodzę, bo boję się po prostu, że usnę. Prysznic musi wystarczyć. Aha, książki... Tak, czytam podczas nocnego karmienia, na czytniku, ostatnio "Język dwulatka" ;) Jakieś 20 minut dziennie. Codziennie ;)


Są dni, że jestem padnięta, tak jak teraz, kiedy Franio od tygodnia nie śpi z powodu kataru a w dzień nie mam kiedy odpocząć.Czasami tęsknię za tym "kiedyś", ale kiedy spojrzę na moich śpiących chłopców albo kiedy widzę ich jeszcze zaspane, rozkoszne uśmiechy to wstępują we mnie nowe siły. I tak sobie myślę, że na pewno nie chciałabym się cofnąć do czasów, kiedy nie miałam dzieci. Że to jest właśnie to coś za coś, z tym że to "teraz" przeważa.

Pamiętam, kiedy pierwszy raz M. zabrał Frania na kilka godzin do babci. W ogóle nie umiałam się odnaleźć sama w domu, ciągle o nim myślałam, nawet zdarzało mi się nieświadomie zajrzeć do jego łóżeczka, żeby sprawdzić, czy śpi :) Na samotnych zakupach tęskniłam tak mocno, że zaraz wracałam. Albo czułam wyrzuty sumienia, że zamiast zajmować się dzieckiem ja tracę czas. Z biegiem czasu nauczyłam się jednak korzystać z takiej wolności. W końcu tatuś czy babcia też doskonale sprawdzą się jako opiekunka :)

Komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popularne posty