Ratunku, pakujemy się na wakacje...


Za kilka dni jadę z moimi chłopcami i Mamą na dwutygodniowy urlop. I o ile do tej pory pakowanie to był dla mnie pikuś, tak teraz na samą myśl mam dreszcze. Nawet nie o to chodzi, że przybył nam nowy człowiek, ale o to, jak dużo dodatkowych rzeczy potrzebuję (i mówię tu o absolutnym minimum, bez którego byłoby nam bardzo trudno ogarnąć codzienność).
Jeszcze rok temu moja lista podróżna wyglądała tak: proszek do prania (na pierwszym miejscu ;) ), kilka ubrań ciepło-zimno, absolutnie nie białych, żeby nie było widać każdego brudnego pyłku, podstawowe kosmetyki, leki, aparat fotograficzny i karta do bankomatu :) No, dla Frania jeszcze pieluszki i ulubiony kocyk do spania. Na kilkutygodniowe, przedciążowe wyjazdy z M. pakowałam się w malutki plecak, a w nim było wszystko - ubrania, leki, kosmetyki, aparat, ręcznik i buty na zmianę. Aha, i jeszcze książka, ale zawsze szukałam takiej w wersji bardzo bardzo kieszonkowej, a jednocześnie z dużą ilością stron ;) I to wystarczało, serio. Nie jestem typem, który potrzebuje innego kremu do twarzy, innego do ciała, innego do opalania a innego po. Przynajmniej na urlopie. Lubię wtedy ograniczyć ilość rzeczy do minimum. Czasami nawet posuwałam się dalej - brałam takie ubrania, których nie szkoda byłoby mi wyrzucić na koniec urlopu, żeby zyskać w bagażu miejsce na pamiątki :)



Te wakacje to już hardcore - muszę zmieścić w samochodzie wózek z gondolą, leżaczek, bo najmłodszy musi oglądać świat w pozycji półleżącej, inaczej nie wchodzi w grę. Muszę zabrać wanienkę, bo kąpiel pod prysznicem z takim maluchem jeszcze byłaby za trudna. Dobrze, że znalazłam taką pompowaną, więc zajmie mało miejsca. Łóżeczko turystyczne, a to już kawał sprzętu... Starszy też potrzebuje więcej rzeczy niż rok temu, jak choćby nocnika (może wreszcie się uda), rowerka czy hulajnogi (niech spróbuje nie jeździć ;)... I oczywiście muszę wziąć jego kapelusz, który trzeba zapakować tak, żeby się nie zgniótł ;) Do tego podwójna ilość pieluch, kocyków, ręczników... Czarno to widzę... Zapomniałabym - poduszka do karmienia, must have, jest obowiązkowa, bez niej jak bez ręki.



Moje sprawdzone sposoby, żeby wziąć mniej:
- na pewno, jak zwykle, spakuję ubrania i inne miękkie rzeczy w torbę z Ikei, tą niebieską :) Sprawdziłam to już kilkanaście razy podczas różnych wyjazdów, dużo się w nią mieści, łatwo upchnąć w każdym miejscu, dopasuje się  do każdej dziury, nie tak, jak sztywna walizka.
- ubrań wezmę mało, ABSOLUTNE MINIMUM, jedne sandałki, jedne adidaski, jedne crocsy
- wezmę kosmetyki 2w1, a jak miejsca nadal będzie za mało to będę używała kosmetyków z kosmetyczki chłopaków ;)
- nie biorę piłek czy wiaderek, te na pewno kupię na miejscu. Tak samo z książkami - na miejscu jest kilka punktów z tanią książką
- w naszym miasteczku jest Biedronka! Pieluchy i Bebiko mają na pewno. Jakoś przeżyjemy :)

Może macie jeszcze jakieś rady?

A ja, zamiast się pakować, siedzę i patrzę na mój ulubiony, motyli krzew <3


Komentarze

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zazdroszcze ale tez mi cie szkoda bo tak naprawde z dwojka dzieci sie nie wypocznie. Caly czas w biegu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno będzie łatwiej niż w domu, będzie babcia, będzie stołówka, będą sprzątać ;-)

      Usuń

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz komentarz. Nie krępuj się :) To mnie mobilizuje, żeby pisać więcej.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popularne posty