Top gadżety dla dzieci #1

W posiadaniu jestem raczej minimalistką, nie lubię mieć zbyt wielu zbędnych rzeczy wokół siebie (owszem, mam zbyt dużo książek i gadżetów kuchennych, ale nie uważam, żeby były zbędne ;) ). Mam tylko kilka par butów na cały rok, niewiele ubrań, nie potrzebuję najnowszego komputera, smartfona czy tableta. Nie muszę co sezon wymieniać garderoby itp itd
Ale ale... Powyższe nie dotyczy moich dzieci ;) I gadżetów, przed kupowaniem których nie mogę się powstrzymać. Pewnie gdybym używała chusteczek nawilżanych tak często, jak większość z was to kupiłabym i podgrzewacz do nich, ostatnio tak wyśmiewany na forach :) A swoją drogą to zimą, kiedy chusteczki są zimne i ich dotyk jest dla skóry dziecka jest naprawdę mało przyjemny to ten gadżet powinien zrobić furorę ;)



Pewnie gdybym nie kupowała większości tych akcesoriów nie poczułabym różnicy w opiece nad dziećmi. Ale nie powiem, niektóre naprawdę ułatwiają życie. Trafiło mi się kilka bubli jak łyżeczka do nauki jedzenia, która sama się okręca wokół własnej osi, dzięki czemu jedzenie nie ląduje na podłodze. Jak elektroniczna niania, która odbierała obce fale radiowe i tylko nas denerwowała. Jak super hiper okularki dla starszego, z mega wysokimi, himalajskimi filtrami, których nie chce założyć nawet na sekundę.

Ale są też perełki :)


1. Miękki uchwyt na pałąk fotelika, ułatwiający przenoszenie

Przez cały pierwszy rok życia Frania, kiedy to musiałam gdzieś przenieść go w nosidełku, klęłam na czym świat stoi na niewygodę. Nie umiem nosić fotelika w dłoni, muszę go zawiesić na ramieniu, a ponieważ fotelik z zawartością z biegiem czasu robił się coraz cięższy, boleśnie wbijał mi się w rękę. Bardzo, bardzo nie lubiłam takiego noszenia. Pod koniec użytkowania nosidełka LaMillou wypuściło na rynek matę do przewijania, którą można było zwinąć na pałąku i komfortowo nosić dziecko. Wtedy nie kupiłam tej maty, bo podobnych mato-kocyków mam bardzo dużo, zaś dla drugiego dziecka zamierzałam sama uszyć coś podobnego. Na szczęście nie musiałam kombinować i znalazłam coś dla siebie - uchwyt firmy JJCole, do kupienia np. tu

 2. Bambus w każdej postaci / otulacze

Rok temu otulacze bambusowe sprawdziły się jako przykrycie dla Frania w gorące noce, jako ręczniczek na plaży, jako osłonka na nosidełko czy ochrona przeciwsłoneczna na wózku. Można mnożyć zastosowania, w tym także dla nas, rodziców. Nie otulałam Franka, bo był na to za duży, zresztą już jako noworodek nie lubił ciasnego wiązania, za to Ignaś dzięki otulaczom lepiej i dłużej śpi, po owinięciu nagle jego marudzenie wyłącza się jak po odcięciu zasilania ;)
Są otulacze bawełniane i bambusowe, ja wypróbowałam bambus i jestem nim zachwycona.
Materiał jest delikatny, jak mgiełka, nie niszczy się mimo wielu prań, jest delikatnie elastyczny, dzięki czemu łatwo otulić maluszka, podobno lekko chłodzi w gorące dni a grzeje w zimne... Jest antybakteryjny, super chłonny itp itd. Nic, tylko kupować. Nie wiem, czy rzeczywiście chłodzi, czy jest antybakteryjny, pozostaje wierzyć na słowo. Na pewno materiał jest cudownie delikatny i kojący, trzeba go dotknąć, żeby poczuć  różnicę. Sama też lubię się nim przykryć. Niedawno kupiłam dodatkowo pieluszki bambusowe, do podkładania pod buzię Ignasia przy karmieniu. Sprawdzają się lepiej niż zwykła tetra, która po kilku praniach robi się szorstka i nieprzyjemna.
swoje otulacze kupiłam np. tu i tu

wiem, że noga brudna jak nieszczęście, ale Franio zasnął w aucie i śpiącego położyłam go do łóżka :) wybaczcie ;)








3. Stolik do samochodu / wózka Tuloko

Niedawno Franio przestał zasypiać w momencie uruchomienia silnika auta ;) Skończyły się dobre czasy... Teraz wszystko go interesuje - "co tata włącza", "co tata kręci", "co to jest", "co ja widzę" (za oknem ;) ). Wozimy więc w aucie kilka książek do oglądania, wyszukiwania szczegółów czy rysowania. Wozimy całe rzesze "bumów", czasami klocki, zdarzają się też inne zabawki (w przechowywaniu przydaje się organizer na fotel). Ale brakowało jeszcze czegoś. Niewygodnie jest przeglądać książkę, która ciągle zsuwa się z kolan, a o rysowaniu wieloma kredkami na raz nie było mowy - no bo gdzie je trzymać? O stoliczku myślałam już od dawna, tym bardziej, że podróż choćby do dziadków trwa dwie godziny i w tym czasie można się nieźle znudzić wyglądaniem przez okno. I jeszcze dlatego, że niedługo jedziemy w dłuższą trasę i chciałabym w tym czasie zapewnić Franiowi ciekawe zajęcia (w asyście podróżującej obok babci, rzecz jasna).
Stolik już przetestowaliśmy, bardzo nam się spodobał, jest elastyczny, swobodnie można pod nim ruszać nogami (Franio podczas snu uwielbia zakładać jedną nogę na drugą), łatwo się go odpina a po odpięciu składa na płasko. Ma kieszonki na książki czy kredki, na butelkę z piciem, a dodatkowym plusem jest to, że można go też wykorzystywać w spacerówkach. No i pod folią na blacie jest włożona grafika z mapą Polski, mam nadzieję, że niedługo zainteresuje ona Frania.
(swój stolik kupiłam tu)



Komentarze

  1. Zainspirowalas mnie tym stolikiem podróżnym. My do Babć mamy co najmniej 3h drogi wiec koniecznie musimy przetestować. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ten stoliczek super! gdzie można taki kupić? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na przykład tutaj: http://www.fabrykawafelkow.pl/plecaki-i-torby/4347-stolik-do-samochodu-tuloko.html?search_query=tuloko&results=4

      Usuń

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz komentarz. Nie krępuj się :) To mnie mobilizuje, żeby pisać więcej.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popularne posty