W zgodzie z sumieniem



Dużo się pisze o macierzyństwie, o tym, co daje kobiecie, co odbiera. Dzień Matki, z racji istoty tego dnia, obfitował w piękne teksty, pełne wzruszeń, głębokich przemyśleń, podsumowań, żartów. Niektóre były napisane jakby moją ręką, no wypisz wymaluj moje myśli ;) Dlatego nie będę powielać tych zdań, napiszę o czymś, co bardzo mnie w moim macierzyństwie zaskoczyło. Co właściwie z wielką siłą wwierca mi się w głowę codziennie.
Zaczęło narastać w momencie, kiedy druga ciąża mocno dawała mi się we znaki, przez co Franio nie miał mamy takiej na 100%, kiedy musiałam po urlopie macierzyńskim wrócić do pracy (na krótko, ale jednak), kiedy trafiłam do szpitala na całe długie 5 dni. I teraz, kiedy mam obu synków obok siebie, a ja jestem tylko jedna...

WYRZUTY SUMIENIA

Kiedy wyobrażałam sobie siebie jako mamę, tym bardziej podwójną, zastanawiałam się tylko jak to jest kochać swoje własne dziecko. Kiedy urodził się Franio oszalałam, bo skala uczuć do niego przeszła moje najśmielsze wyobrażenia. Rozmawiałam kiedyś z bratem o naszych maluchach i zapytałam, czy on też uważa, że żaden rodzic na świecie nie kocha swojego dziecka tak mocno, jak on swoje. No oczywiście, że miłość każdego z nas jest największa :) Ale ja nie o tym...

Chciałam być super mamą, wiadomo. Szykowałam się na macierzyństwo z uwagą, planowałam, jak to będzie wyglądało. Wiedziałam, że momentami będzie trudno, ale dopiero potem dowiedziałam się, jak to jest płakać razem z dzieckiem z bólu czy bezsilności. Jak to jest być dumną z każdego, nawet najmniejszego etapu rozwoju (kiedyś informacja o kolejnym ząbku czy siku do nocnika jakoś nie robiła na mnie wrażenia). Jak moje dzieci będą potrafiły mnie rozśmieszyć aż do bólu brzucha, jak często będę się wzruszać. Ach... I dopiero wtedy okazało się, że w mojej głowie zakiełkują wyrzuty sumienia...

Tak naprawdę zaczęło się od pierwszej ciąży i myśli - po co mi to było, przecież mamy takie fajne życie, nie będziemy już mogli podróżować (co było przez wiele lat naszą największą pasją), tyle się zmieni. Oczywiście nie myślałam tego tak na powaznie, ciąża była moją gwiazdką z nieba, wiedziałam, że to tylko wpływ hormonów. Ale i tak wyrzuty sumienia z powodu takich myśli dręczą mnie nawet dzisiaj.

Druga ciąża... Moje samopoczucie zero albo i minus dziesięć. Franio, który zaczyna biegać, chce coraz bardziej poznawać świat, a ja nie mam siły wstać z łóżka i wyjść z nim na spacer, musimy więc zostać w domu. Z wyrzutami sumienia, bo Franio jest nieszczęśliwy. Potem planowany powrót do pracy. Nie chciałam wracać, oj, bardzo nie chciałam. Tylko ja wiem, jak trudna była ta decyzja. Czułam, że jestem potrzebna Franiowi w domu, że się w tym domu spełniam. Ale nie było wyjścia. Poszukiwania niani, organizowanie dnia, niedosypianie plus nadal męcząca ciąża = olbrzymie wyrzuty sumienia.

I następne - zamiast krótkiej wizyty na ktg trafiam na oddział, bez pożegnania się z Franiem, bez poinstruowania taty, co, gdzie, jak i kiedy (choć wiedziałam, że sobie i tak poradzi). Płakałam w tym szpitalu przede wszystkim z tęsknoty za synkiem. Serce z żalu bolało mnie jak nigdy. Bolało też na myśl, że teraz będę musiała się sobą podzielić, że ten mój starszak będzie pokrzywdzony, że będzie mu źle w tej nowej sytuacji. A przecież wiedziałam, że brat to będzie dla niego najlepszy kompan do zabawy, a potem, mam nadzieję, najlepszy przyjaciel. Wszystko dlatego, że jeszcze nie potrafiłam sobie wyobrazić, jak to będzie wyglądało, kiedy już będę podwójną mamą.



No i teraz, kiedy mam ich obydwu w domu... Na szczęście z dnia na dzień jest coraz łatwiej, ale nadal mam wyrzuty sumienia w stosunku do Ignasia, z ktorym nie mogę wyjść na spacer, bo Franio jest chory. W stosunku do Frania, bo wiem, że jest głodny, płacze, a ja karmię Ignasia, też głodnego i płaczącego. W stosunku do Ignasia, bo leży sobie cichutko i czeka, aż  skończę się zajmować Franiem i do niego przyjdę. W stosunku do Frania, bo chodzi w mokrej pieluszce, wiszącej po kolana, a ja nie mam czasu mu jej zmienić, bo Ignaś płacze i płacze.Itp itd... W stosunku do Ignasia, który zasypia sam, odłożony do kołyski, bo ja muszę się z Franiem poprzytulać, pomiziać po pleckach, posmyrać w uszko, bo inaczej nie zaśnie. W stosunku do Frania, któremu włączam Peppę zamiast wymyślać rozwijające zabawy. W stosunku do Ignasia, którego wkładam do huśtawki zamiast nosić na rękach...


Nie pomaga mi fakt, że kiedy wreszcie podejdę do kołyski, w której leży zniecierpliwiony Ignaś nie wita mnie wymówka "mamo, gdzie ty tak długo byłaś", tylko taki wspaniały uśmiech od ucha do ucha. Jakby mówił "mamo, nic się nie stało, ja czekałem, a teraz dobrze, że już jesteś". Albo Kiedy Franio marudzi i marudzi, bo też chce się do mnie przytulić, a ja akurat kąpię Ignasia i proszę go zniecierpliwiona "Franiu, pobaw się chwilkę sam" a on odpowiada "dobzie, mamo" i odchodzi do swoich zabawek. Wtedy te moje wyrzuty sumienia się potęgują, chyba wolałabym dostać od nich reprymendę ;)

Tak jak pisałam, z biegiem czasu jest coraz lepiej, uczę się tak organizować dzień, żeby chłopcy jak najmniej odczuli, że nie mam dla nich czasu. Na początku, kiedy karmiłam Ignasia, Franio też chciał mi wejść na kolana i się przytulić. Teraz w tym czasie siada obok mnie i słucha bajek, jakie mu wymyślam, oglądamy razem książkę, a czasami jest tak zajęty zabawą, że nawet tego nie zauważa. Ignaś też już prawie nie marudzi, kiedy siedzimy z Franiem przy obiedzie, coraz chętniej się nam przygląda, obserwuje. Uf, przynajmniej tę kwestię mam opanowaną :) Ciekawe, czy kiedyś nadejdzie moment, że pozbędę się wyrzutów sumienia na zawsze? Bo podobno najtrudniejsze jest pierwszych 30 lat życia dziecka ;)


Komentarze

  1. Kolejny Twój wpis i kolejny raz ja się wzruszam ;) Chyba coś w tym jest, że matka matkę zrozumie najlepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj tak. Wyrzuty sumienia .. Ja co prawda nie mam (jeszcze ;) ) drugiego dziecka, ale już samo to, że chodzę do pracy jest dla mnie ciężarem :(

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz komentarz. Nie krępuj się :) To mnie mobilizuje, żeby pisać więcej.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popularne posty