Plażowy must have

Chociaż lato ma się ku końcowi to chciałam Wam pokazać mój (a właściwie Frania) plażowy must have, sprawdzony przez dwa sezony, w mniej lub bardziej słonecznych okolicznościach, po prostu REWELACYJNY i niezbędny punkt na naszej wakacyjnej liście "do walizki". W tym roku pewnie już nie zdążycie go wykorzystać, ale być może przyda się Wam za rok. A może wybieracie się na zagraniczne plaże we wrześniu i szukacie fajnych pomysłów na ochronę przed promieniami słonecznymi? Macie dosyć ciągłego kremowania dzieci, pilnowania, żeby posmarować skórę znowu i znowu po wyjściu z wody, denerwuje was, że piasek przykleja się do tłustych od kremu nóżek, brzuszka czy pleców dziecka? Planujecie zakupy w ostatnich wyprzedażowych dniach i chcielibyście nabyć coś fajnego i przydatnego na "za rok"?



Rozważcie zakup ubranka z filtrami UV :)

Nie jestem zwolenniczką wystawiania dziecka na ostre i intensywne słońce, na plaży czy na basenie, przez cały dzień i to każdego dnia urlopu. Ratunku, to bardzo niebezpieczne, kilkulatki mają jeszcze bardzo wrażliwą skórę... Kremom do końca nie wierzę, poza tym jakby prześledzić ich składy to taka koszulka z filtrami wygrywa w przedbiegach. I w użyciu jest to prostu wygodniejsza. W Polsce takie stroje plażowe jeszcze są rzadko spotykane, za granicą już o wiele, wiele częściej.

Ubranek z filtrami jest coraz więcej, wystarczy wejść do sklepu z artykułami sportowymi, a na pewno znajdziemy to, czego szukamy (np. w Decathlonie). Widziałam też takie w Mothercare czy w klubach zakupowych typu BabySecret. Ja swoje kupiłam w ciuchlandzie, z totalnej przeceny, po ok 50 groszy za sztukę - pewnie dlatego, że mało kto wie, do czego takie ubranko można założyć ). Materiał przypomina lycrę, jest elastyczny, szybko schnie, chroni od słońca nawet na mokro i rzeczywiście skóra pod ubrankiem nie opala się w ogóle. I nie, nie jest w tym gorąco (to najczęściej zadawane mi pytanie). My mamy w domu kilka par koszulek, spodenek i czapek.






















______________________________________________________________________________
I jeszcze jedna rzecz godna polecenia, zwłaszcza na wyjazdy nad nasz chłodny i wietrzny Bałtyk albo na wyjścia na basen, gdzie woda nie jest zbyt ciepła, a naszemu maluchowi usta sinieją z zimna już po minucie - pianka :) To już produkt szerzej znany i, jak wiadomo, ma za zadanie chronić od zimna.
Kiedy nasz Franio był jeszcze niemowlakiem kupiliśmy mu piankę, bo bardzo marzł na basenie. Służyła nam długo, niedługo przejmie ją młodszy. Wzięliśmy ją nawet na wyjazd do Turcji i bardzo dobrze zrobiliśmy, bo woda w basenie była lodowata.
 A w tym roku zazdrościłam bratanicy, że miała przewidujących rodziców i mogła korzystać z uroków zabawy w morzu w dniach, kiedy ja bałam się rozebrać Frania z ciepłej bluzy...







Komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popularne posty