Subiektywny przewodnik po Bieszczadach

Za nami kolejna podróż, tym razem padło na Bieszczady. Byliśmy tam dwa tygodnie, codziennie wyruszaliśmy w inne miejsce, zobaczyliśmy chyba wszystko, co można było, mając na stanie dwójkę małych dzieci. Wiele z nich nas zachwyciło, oczarowało, dlatego przygotowałam dla Was mój subiektywny przewodnik po Bieszczadach :) Mam nadzieję, że przyda się Wam, skorzystacie z podpowiedzi (zwłaszcza tych mniej znanych niż np. Solina) i może nawet wspomnicie mi o tym. Byłoby mi bardzo miło :)
Zaznaczę tylko, że Bieszczady zwiedzaliśmy we wrześniu i nie wiem, jak wyglądają owe miejsca w sezonie, kiedy turystów jest na pewno o niebo więcej.
(Kliknij w nagłówek, przeniesie Cię do strony danej atrakcji)

Enjoy :)




1. Bieszczadzka Kolejka Leśna (Bieszczadzka Ciuchcia)

Nasz numer jeden, czyli kolejka wąskotorowa. Stacja początkowa, wraz z muzeum, znajduje się w Majdanie, w okolicy Cisnej. My skorzystaliśmy z przejażdżki w stronę Przysłupia i z powrotem, można jeszcze przejechać trasą do Balnicy, tuż przy samej granicy ze Słowacją. Nasza podróż trwała 2 godziny - ok. 45 minut w obie strony plus półgodzinny postój na stacji w Przysłupiu, gdzie można coś zjeść (np. pysznego pstrąga wędzonego na miejscu i złowionego w tutejszym stawie) i się napić. Z otwartego wagoniku można podziwiać góry, potoki, choć nie ma co ukrywać, większość trasy jedziemy przez las lub wzdłuż drogi ;) Ale te minusy nie przysłoniły nam plusów. Pojechaliśmy z wózkiem głębokim, musieliśmy tylko wsiąść do wagonu dla niepełnosprawnych, żeby się zmieścić.
Mina największego fana Stacyjkowa - bezcenna :)










2. Zapora w Solinie / Polańczyk / Rejs statkiem po Solinie

Zapora w Solinie to obowiązkowy punkt zwiedzania podczas tego wyjazdu, trzeba koniecznie ją zobaczyć, jak jest wielka, jak jest zbudowana (można zwiedzać wnętrze), przespacerować się po niej, przejść na drugą stronę, żeby zjeść gofra i popłynąć stateczkiem po Solinie (lub rowerkiem wodnym, jak kto woli). Widoki cieszą oko, rejs cieszy dzieci. Kiedy jednak płyniemy po Solinie odkrywamy, że cypel w Polańczyku jest dużo ładniej położony, jak na dłoni widać zaporę, którą po południu pięknie oświetla słońce (wychodzą ładne zdjęcia, z Soliny robimy je pod światło ;) ), można pobiegać po plaży i też można wypożyczyć sprzęt pływający. Polańczyk ma też piękny punkt widokowy na całe jezioro, znajduje się on tuż przy wjeździe do uzdrowiska.
Ciekawostka - mural na zaporze jest największym (ekologicznym) muralem na świecie, podobno ma być wpisany do Księgi Rekordów Guinessa.


źródło - www.pensjonat.solina.info









źródło - http://www.twojebieszczady.net/solina.php



3. Bieszczadzkie Drezyny Rowerowe

Musieliśmy tam być, jak tylko zobaczyliśmy reklamę :) Nie spotkałam takiej atrakcji w innym miejscu, byłam więc bardzo ciekawa tej nowości. Nie ukrywam, obawiałam się o swoją wydolność na tych 12 km (są też dłuższe trasy), ale dałam radę! :D Stacja początkowa znajduje się w Uhercach Mineralnych, przy głównej drodze na Solinę (jest też druga stacja w Ustrzykach Dolnych, ale nie korzystaliśmy).
Chłopców oczywiście zabraliśmy ze sobą, Ignaś podróżował z przodu, w koszyku, w gondoli wypiętej z wózka (uznaliśmy, że to będzie wygodniejsze niż jazda w foteliku samochodowym), Franio jechał  na ławeczce za nami, w foteliku samochodowym przypiętym pasami do ławki. Nie mógł podróżować inaczej, bo był za mały, żeby mógł sam siedzieć z tyłu drezyny.
Pedałują dwie osoby. Nawet kiedy ja na chwilę schodziłam z siodełka, żeby przykryć Ignasia czy zrobić  zdjęcie to M. bez problemu pedałował sam. Kiedy ktoś nie daje rady pomagają panowie z obsługi, dosiadają się i pedałują :)
Dla mnie to super przygoda, choć krótka (spodziewałam się trwającej przynajmniej pół dnia wycieczki, nie wiem czemu, skoro czas przejazdu był podany ;)
Ignaś spał, Franio patrzył na wszystko szeroko otwartymi oczami, chyba był w szoku :D











4. Wołosate i widok na połoniny

Kiedyś lubiliśmy chodzić po górach, teraz chwilowo jesteśmy uziemieni bliżej asfaltowych tras, ale za rok, kto wie... Tym bardziej, że Bieszczady nie są bardzo wymagającymi górami. W związku z tym, że wędrowanie musieliśmy odpuścić chcieliśmy chociaż popatrzeć z daleka na najpiękniejsze wzgórza. Pojechaliśmy do Wołosatego (nie mogło zabraknąć zdjęcia z tablicą "Zwolnij, niedźwiedzie"), aby nasycić oczy widokiem Tarnicy i okolicznych wzgórz, zrobić zdjęcie przy studni z żurawiem, posłuchać tej ciszy...Dla chętnych i odpornych na dziury w drodze polecamy (opierając się na słowach innych) wybrać się do Zagrody Pokazowej Żubra w Mucznem, podobno warto. My nie daliśmy rady, choroba lokomocyjna Frania nas pokonała.









Pojechaliśmy tam w jeden z ponuro zapowiadających się dni. Miejsce bardzo nas zaskoczyło, bo nie jest podobne do żadnego z odwiedzonych przez nas skansenów! Otóż jest tam rzeczywistych rozmiarów rynek z domami, sklepikami i punktami usługowymi, w których można coś kupić, uszyć, naprawić, zjeść itp. Jest też studnia, kataryniarz i pięknie położona trasa zwiedzania innych obiektów (rzecz jasna są tu przedstawione zagospodarowania mieszkańców tych okolic) . 












6. Widokowa trasa z Leska do Komańczy i dalej do Łupkowa

Trasa jest bardzo malownicza, w odbiorze nie przeszkodziła nam nawet choroba lokomocyjna Franka ;) To propozycja dla miłośników takich serpentyn i widoków, dla fanów Wojaka Szwejka, który opanował Nowe Łupkowo. Mało tu zwiedzania, za to dużo oglądania. Na trasie można wstąpić do Komańczy-Letniska, żeby zobaczyć piękny stylem Klasztor Sióstr Nazaretanek, a w drodze powrotnej zatrzymać się przy jednej z górskich łąk i zapomnieć o czasie, obowiązkach i problemach. To ostatnie bardzo polecamy ;)

 







7. Ruiny Klasztoru w Zagórzu

W sam raz dla kochających ruiny, piękne widoki i dłuższy spacer od parkingu. Warto się przespacerować, warto się potem wdrapać na wieżę widokową, żeby to wszystko zobaczyć. Robi wrażenie.









8. Zapora w Myczkowcach

Mała zapora poniżej Soliny, w spokojnych Myczkowcach, bez tego całego zgiełku charakterystycznego dla miejsc tłumnie odwiedzanych przez turystów. Można spokojnie posiedzieć, odpocząć, przejść na drugą stronę i zrobić sobie piknik, pójść szlakiem do świętego źródełka czy popływać rowerem wodnym. My ostatniego dnia pobytu chcieliśmy się wybrać właśnie na piknik, ale zapora okazała się zamknięta, pojechaliśmy więc w dół Sanu i znaleźliśmy przeprawę przez rzekę, przejechaliśmy i to nawet cztery razy, ku wielkiej uciesze męskiej części wyprawy ;) 








9. Trasa drewnianych cerkwi i Centrum Kultury Ekumenicznej w Myczkowcach

Od Ustrzyk Dolnych do Chmielu (a przynajmniej my tylko dotąd dotarliśmy) prowadząc nas przez kolejne wioski ciągnie się trasa drewnianych cerkwi, odremontowanych, pięknie wpisujących się w górski klimat. Niektóre są pięknie położone na wzgórzach, inne stoją tuż przy trasie - większość warto obejrzeć. A potem wszystkie można jeszcze raz zobaczyć w miniaturkach w Muzeum Ekumenicznym w Myczkowcach ;)







Dodatkowo, jak już dotrzecie do Chmielu warto spojrzeć ze wzgórza obok kościółka na San:





10. Ursa Maior - dla piwoszy

Ursa Maior w Uhercach Mineralnych to świetnie zaplanowany projekt - mini browar, sklep, degustacje konferencje, galeria sztuki. Zresztą tutaj samo piwo jest sztuką, popatrzcie choćby na opis Megalomana: "W daniach pikantnych piwo Ursa Megaloman wydobędzie ostrość potrawy. Z kolei goryczka i cytrusowość skontrastują smaki potraw pełnych i sycących. Idealne do dań kuchni indyjskiej (pierożki samosas, curry), burgerów i pizzy. Warto spróbować z ciastem marchewkowym z polewą czekoladową!" Mniam :) . Stąd przywieźliśmy większość prezentów dla rodziny ;)

źródło - strona firmowa Ursa Maior

źródło - strona firmowa Ursa Maior






11. Zagroda Magija - Twórcze Bieszczady

A gdzie nocowaliśmy? Wybraliśmy Zagrodę Magija w Orelcu, która stała się idealną bazą wypadową dla wszystkich atrakcji, dodatkowo sama Zagroda tych atrakcji funduje wiele. Na obiekt składają się trzy drewniane chaty, ruska bania, wiata na ogniska, wesoła stodoła. Można tu wypożyczać  kijki do nordicwalkingu, rowery (też z fotelikami dla dzieci). Wieczorami organizowane są różne zajęcia, np. degustacja nalewek, malowanie na szkle, garncarstwo, bibułkarstwo i wiele wiele innych. Jedyny minus w odniesieniu do pobytu z dziećmi to brak krzesełek do karmienia. Mój dwulatek jest niby duży, ale kiedy ma szansę ucieczki po dwóch łyżkach zupy to na pewno skorzysta. W końcu jest tyle ciekawszych rzeczy poza jedzeniem ;)
Zagrodę polecamy z czystym sumieniem na wypoczynek w Bieszczadach, jeśli tylko przypadnie Wam do gustu ich hasło przewodnie "natura, kultura, święty spokój" ;)






















Komentarze

  1. Ale pieknie :) zazdroszcze i podziwiam ze z dwojka dzieci tyle zwiedziliscie. No i malwinka sie przewinela :) super

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz komentarz. Nie krępuj się :) To mnie mobilizuje, żeby pisać więcej.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popularne posty