O tym, jak drugie dziecko zmienia punkt widzenia




Kontakty towarzyskie

Umarły śmiercią naturalną mniej więcej z początkiem drugiej ciąży, w której czułam się, łagodnie mówiąc, nie najlepiej. Ale umierać zaczęły wcześniej. Chyba taka kolej rzeczy. Dopóki na początku mogliśmy jeździć, zwiedzać, odwiedzać, tak po urodzeniu się Starszego wszystko trochę się zmieniło. Co myślałam kiedyś? Że na pewno tego nie zaniedbam. Będę się starała, dziecko nie jest przeszkodą. Nie jest, ale jego rytm dnia już owszem. Jeśli z trudem nauczyliśmy go, że po kąpieli o 19 jest czas na sen to potem ciężko z tego zrezygnować na rzecz marudzenia, płaczu, stękania i nieprzespanych nocy. Tak, niestety jeden wieczór z zaburzonym harmonogramem oznaczał mniej więcej tydzień doprowadzania rytmu wieczornego do ładu. A wypady do znajomych z dwójką? Z dwojgiem dzieci, z których każde o innej godzinie jest głodne, je co innego, o innej porze zasypia? Kiedy na krótkie wyjście muszę pakować wielka torbę pełną pieluch, chusteczek, przekąsek, słoiczków, ubrań na zmianę, soczków i zabawek? Kiedy ubieranie się i wychodzenie z domu to droga przez mękę? W samochodzie i tak któryś uśnie, trzeba go przenosić, obudzić, jest lament... Dołączmy do tego sezon jesienno - zimowy i chore dzieci. Nasze albo znajomych. To nie ma końca. Co więcej, weźmy pod uwagę, że jedno z dzieci ma zaburzenia odporności i zwykły katar kończy się u niego zapaleniem płuc? Naprawdę trudno się wstrzelić z jakimś sensownym terminem wizyty. Z planowania zrezygnowaliśmy dawno. No ale staramy się, na ile to tylko możliwe.


Czas dla siebie

Co ja sobie nie myślałam? Hę? Że mając tyle czasu (w końcu jestem na urlopie!) będę dbała o własny rozwój, zrobię kilka kursów, będę się uczyła i rozpieszczała. Bo mi się należy. Owszem, z jednym dzieckiem się da. Zwłaszcza z takim, które dużo śpi. Można rozkręcić się z szyciem, można przeczytać najnowsze powieści, można zrobić kurs z fotografii i nauczyć się języka. Można spotykać się z przyjaciółkami, można chodzić co tydzień do kina na seans dla mamy z dzieckiem. Dużo można. Ale z dwójką to jakby trudniejsze (patrz punkt wyżej). Kiedy męża nie ma w domu aż do wieczora, a często i całe tygodnie to uwierzcie, że czasu na wszystko brakuje. Sam spacer to czasami rzecz niewykonalna i w połowie wybierania się jestem bliska zrezygnowania. I czasami rezygnuję. Kiedy uda mi się ubrać Młodszego, który uwielbia ubieranie mniej więcej tak jak ja mycie okien i biorę się za Starszego, który profilaktycznie chowa się przede mną i więdnie, kiedy tylko próbuję go wziąć na ręce, Młodszy już ma zdjęte buty i ucieka. Kiedy założę Starszemu buty, w tym czasie zdejmie kurtkę i czapkę. A potem obydwóm zachce się kupę i ja wysiadam. Bo jak jeszcze pomyślę, że podobne prośby i groźby jak przy wyjściu z domu, będę musiała zastosować przy wychodzeniu z placu zabaw to robi się słabo.
Na szczęście są też dni, kiedy Franek ubiera się sam i mnie jeszcze ponagla. Za to kocham wiosnę i lato :)


Odpoczynek w wolnej chwili

Przede wszystkim w jakiej wolnej chwili? No ale powiedzmy, że się zdarzy, bo chłopcy są na przykład u babci. Ja już nie umiem odpocząć, choć zawsze myślałam, że każdą wolną chwilę prześpię. Zamieszkał we mnie jakiś wewnętrzny GŁOS mówiący ciągle powinnaś, musisz, trzeba. Przez ten głos nie mam czasu wolnego, bo zawsze trzeba coś posprzątać, załatwić, przygotować. Nawet kiedy już wezmę książkę do ręki (co zdarza się bardzo rzadko) to ciągle słyszę go w głowie. Zagłusza mi to, na czym próbuję się skupić. Sprawia, że mam ogromne wyrzuty sumienia, że ten czas marnuję. Że powinnam, muszę i że trzeba zrobić tyyyle rzeczy. A jeśli nie zrobię ich teraz to za chwilę będę miała ich dwa razy tyle.


Nie oceniać

Nie oceniam innych rodziców, a przynajmniej nie robię tego publicznie, najwyżej podzielę się uwagami z mężem. Wiem, że nie ma jednego wzorca macierzyństwa i najważniejsze, żeby dzieci były zadbane i szczęśliwe. Ssie smoczek? Śpi z rodzicami? Krzyczy w sklepie, bo chce, żeby mu kupić zabawkę? Odkąd znam to z własnego doświadczenia inaczej na to patrzę. Mam dwoje dzieci, wychowywanych tak samo, a tak zupełnie różnych... A co myślałam kiedyś? A... nieważne ;) Dziś wiem, że najwięcej na temat wychowania dzieci mają do powiedzenia ci, którzy dzieci nie mają ;)





Co byście jeszcze dodali? Naprawdę cieszę się z każdego komentarza na blogu, nie wstydźcie się i zostawcie po sobie ślad :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popularne posty