Camping z dzieckiem

Z moich obserwacji wynika, że urlopujące rodziny z dziećmi można podzielić na trzy grupy:
  1. grupa to rodzina spędzająca urlop w hotelu, all inclusive, z basenem lub lepiej, parkiem wodnym tuż przy hotelu, nie potrzeba im do szczęścia nic poza leżakiem, książką i moczeniem nóg w krystalicznej wodzie (no dobra, może być jeszcze drink z palemką)
  2. grupa to rodzina spędzająca urlop w hotelu, ale traktująca ten hotel jako bazę wypadową do zwiedzania okolicy. Wynajmująca auto, eksplorująca dzikie plaże, suki, małe uliczki starych miast.
  3. grupa to rodzina, która spędza urlop tam, gdzie ich danego dnia poniesie wyobraźnia, bez sztywnych planów, z mapą oglądaną każdego ranka i wieczora, z namiotem czy przyczepą lub bardziej luksusowo, w różnych, napotkanych po drodze pensjonatach

Ci, którzy nas znają dobrze wiedzą, który model podróżowania jest nam najbliższy. Nie narzekamy na all inclusive, ale leżenie przy hotelowym basenie nudzi nam się dość szybko a europejskie śniadania w restauracji powodują mdłości na samą myśl już o nich już po kilku dniach pobytu. Lubimy zwiedzać, ale fakultatywne wycieczki, mimo atrakcyjnej oferty, nie są w stanie pokazać prawdziwej natury danego miejsca, zresztą nie lubimy biegać za przewodnikiem i musieć oglądać każdego muzeum po drodze.

Bo my jesteśmy tym typem, który lubi jechać przed siebie, zatrzymywać się w małych miasteczkach, jeść w lokalnych barach to, co jedzą miejscowi, leżeć na pustej plaży słuchając cykania cykad lub śpiewu muezina. Lubi czuć wolność, niezależność, lubi odpoczywać z dala od tłumów, wakacyjnych dupereli nazywanych pamiątkami, cymbergajów i dyskotek na plaży, z dala od współczesnego, konsumpcyjnego zgiełku. Lubi spotykać po drodze niesamowitych ludzi, których życiowe historie mogłyby posłużyć za temat na niejedną powieść. Lubi miejsca, w których to oni, dla miejscowych, są atrakcją ;)

Takie zwiedzanie świata z wiatrem we włosach to jedyna rzecz, której mi bardzo po urodzeniu Frania brakuje. Wzrok wciąż wędruje na wiszącą na ścianie mapę, zamyślam się i marzę, planuję. Ale nie ma co siedzieć i płakać za starymi czasami, które już nie wrócą. Trzeba dopasowywać rzeczywistość do aktualnych warunków, dlatego też staramy się powoli przyzwyczajać chłopaków do naszego stylu podróżnika, chcemy rozbudzić w nich ciekawość świata, chęć przygody, obcowania z naturą w czystej postaci. Chcemy, by zobaczyli, że do życia nie potrzeba im wiele, ot, plecak i chęci. Pomysł i marzenia, które można spełniać.

Zaczęliśmy powoli, delikatnie. Wypożyczyliśmy przyczepę, zaplanowaliśmy w miarę dokładnie (jak na nas) te kilka dni, ustaliliśmy plan B i C. Zabraliśmy rodzinę z dziećmi. Bo w grupie jest o wiele przyjemniej. I bezpieczniej.

A gdybym miała jednym zdaniem podsumować te nasze wakacje? Dzieci były zachwycone! Nie przeszkadzało im nic z tego, czego się przed wyjazdem obawiałam - niewygód, braku kąpieli na dobranoc, prostego jedzenia. Miały siebie, miały piłkę, badmintona, zabawki. Mogły biegać, zbierać kwiatki na perfumy, tropić ślady zwierząt w lesie, piec kiełbaski w ognisku i nie kłaść się spać tuż po bajce. Bo bajka też była, kiedy trzeba było towarzystwo trochę ujarzmić. 

A co najciekawsze, najbardziej atrakcyjne okazało się spanie w namiocie! Wszystkie dzieci chciały tego doświadczyć, a przyczepa w porównaniu do namiotu wypadła w dziecięcym rankingu bardzo słabo. Musimy to wziąć pod uwagę następnym razem.

A co jeszcze jest ważne? Taki wyjazd bardzo zbliża, w moim odczuciu o wiele bardziej niż hotel i luksusowe warunki. 

_____
Na początek zaplanowaliśmy kilka dni wyciszenia tuż nad Bugiem, w totalnym odosobnieniu, ale o tyle blisko pradziadków, że w razie potrzeby mogliśmy do nich na chwilę pojechać. Tego nam było trzeba! Cisza, spokój, piękne widoki, zapachy, natura jak okiem sięgnąć. Kiedy pogoda się trochę zepsuła przenieśliśmy się kilka kilometrów dalej, ale też nad brzeg Bugu, w okolice hotelu Eternite, w którym już kiedyś byliśmy (zobacz tutaj). To był nasz plan B na wypadek złej pogody albo po prostu z chęci zmiany otoczenia. Tu było o tyle łatwiej, że mogliśmy korzystać z prysznica, basenu i restauracji, a jednego wieczora nawet ze spa. Otoczenie też piękne, było gdzie spacerować. Niedaleko, w lesie znaleźliśmy stary ośrodek wypoczynkowy, wciąż działający, jakby żywcem przeniesiony z czasów mojego dzieciństwa.

Sami zobaczcie, jak było pięknie. A jeśli chcecie o coś zapytać to piszcie :)










oliwa, mleko, wódka. dla każdego coś miłego ;)

takie widoki tylko tuż przed wschodem słońca




jeden tatuś właśnie uśpił swoje dzieci, drugi dopiero próbuje uśpić. Suma sumarum to dzieci uśpiły tatusiów ;)








widzicie bociana? Dwa takie towarzyszyły nam przez cały pobyt na łące, a w oddali słychać było żurawie






















*Dziękuję Ci, kochanie, że pokazałeś mi ten piękny sposób na podróżowanie, że zaraziłeś mnie ciekawością świata i udostępniłeś swój namiot i miejsce pasażera ;) Dzięki Tobie wiem, że wystarczy pomysł i chęć, trochę benzyny w baku i świat stoi przed nami otworem :)

Komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popularne posty