Jak odcinać pępowinę.. matce

Studium przypadku: matka odcinająca pępowinę

Okoliczności: weekendowy wyjazd na wesele, dzieci zostają z dziadkami; rodzice po raz pierwszy od kilku lat spędzają noc bez dzieci

Szczegóły akcji: przyjęcie odbywające się kilkadziesiąt kilometrów od domu dziadków

www.pixabay.com

Do wyjazdu psychicznie szykowałam się kilka tygodni. Kiedy w dniu poprzedzającym mój młodszy syn miał gorszy moment, zwany potocznie "mama mama mamamamamamamamamamamama i tylko mama" uznałam, ze to znak i że niebo i ziemia pokazują mi, że jak mnie przy nim nie będzie to kaplica, jego świat się skończy, będzie jedna wielka histeria. Powinnam zostać w domu albo wziąć dzieci, a przynajmniej młodszego, ze sobą. O starszego się tak nie martwię, bo coraz chętniej korzysta z okazji i wyrywa się z domu na rzecz nocowania u babci.

Przygotowałam się jak na wojnę. Dziadkowie dostali olbrzymi zapas pieluch, chusteczek, ubrań na zmianę, w kosmetyczce miałam schowane lekarstwa na każdą okoliczność. Wydaje mi się, że przewidziałam wszystko. Niestety okazuje się, ze zapomniałam najważniejszej broni w walce z histerią - tabletu. To podkopuje moją wiarę w powodzenie akcji. Jak babcia sobie poradzi bez bajek???

Skoro jadę na samotny wyjazd to do samochodu zabieram ze sobą książkę. A nawet dwie. Optymistycznie zakładam, że będę miała chwilę na czytanie. Np. jak nie będę mogla spać to sobie poczytam książkę na czytniku. Albo podczas jazdy autem. Wtedy chyba myślałam mało racjonalnie, jak sądzicie?

Już z hotelu dowiaduję się, ze młody nie spał w dzień. W ogóle. O masakra, święci pańscy, wieczorem będzie armagedon. Nikt go wtedy nie jest w stanie uspokoić. Chyba nie ma sensu pić wina, powinnam się już szykować na powrót?

Nikt nie dzwoni. Niby dobrze, ale... może jak nie dzwoni to nie chce mnie martwić tym, co się w domu dzieje?  Dzwonię wiec ja. Mówią, że wszystko ok, ale czy mówią mi całą prawdę?

Podobno zasnął. Zwięzła wiadomość tekstowa. Dopytuję, czy było spokojnie. Tak, pokłócili się i pobili tylko o poduszkę. Poza tym aniołki.

Nie wiem, czy już mogę zacząć się porządnie bawić. Trochę się uspokoiłam, ale mam wrażenie, że zaraz ktoś będzie mnie wzywał na pomoc do dwulatka, który zorientuje się, że obok nie ma mamy. 

Mam wyrzuty sumienia. Ja się bawię, a dzieci zostawiam komuś innemu. Wyrodną matką jestem.

Po północy w końcu zaczynam się bawić, tak normalnie. Najwyżej wezwę taksówkę. 

Co z tego, że zaczynam się bawić, skoro od kilku godzin czuję, że mój zapas sił się kończy. Kiedy rozglądam się po innych stolikach w ciemno mogę strzelać, gdzie siedzą młodzi rodzice. Powieki jak z ołowiu, głowa oparta na dłoni, ogólne zmęczenie razy milion. Starają się skupić na rozmowie, ale myślą tylko o łóżku i śnie. Ja pewnie wyglądam tak samo.

Nikt nie dzwoni. Domyślam się, że nawet gdyby coś się działo to i tak nikt nie zadzwoni, żeby mi nie przerywać zabawy i nie martwić.

Idę spać nad ranem. Najpierw budzę się o 7, rzucam okiem na telefon, ale... nikt nie dzwonił... zamykam na chwilę oczy i budzę się po 9. Rzucam się na telefon po raz drugi. Nic, dzwonię wiec, żeby się dowiedzieć, że chłopcy przespali całą noc bardzo spokojnie, są już po śniadaniu i bawią się na ogrodzie. Oddycham i idę na śniadanie.

Uf. Przeżyłam pierwszą noc bez dzieci. Bez ani jednego dziecka. Tylko z mężem, jak dawniej.

I powiem wam coś. Słowa typu "przecież krzywda się dziecku nie dzieje", "na pewno jest mu dobrze u babci", "pewnie jest zajęty i nawet za tobą nie tęskni" można wsadzić sobie wiecie gdzie. To nie chodzi zawsze o dziecko. Matka też musi odciąć pępowinę. To mi jest źle bez dziecka. To ja ciągle go szukam obok siebie, rozglądam za nim, mam ochotę potargać włosy i przytulić.
I powiem wam jeszcze, ze ten pierwszy dzień i noc bez dziecka to był trudny czas. Byłam spięta, ciągle o chłopakach myślałam, brakowało mi ich, tęskniłam jak szalona.
Czy następne będą łatwiejsze? Myślę, że tak. Muszę tylko wbić sobie do głowy, że mój dwulatek to już jest DWULATEK, całkiem duże i mądre dziecko. Za wzór ma starszego brata, który chętnie nocuje poza domem. Od niedawna przesypia całe noce. Uwielbia swoje babcie.

A wiecie, co było najfajniejsze w tym pierwszym weekendzie odzyskanej wolności? Moment, kiedy wróciłam do domu i zobaczyłam moich chłopców. Chwila, kiedy wycałowałam te małe buzie. Uczucie, kiedy Igi wtulił się we mnie i nie chciał zejść z moich rąk. No co ja poradzę, że najbardziej na świecie lubię mieć najbliższych obok siebie?


Komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popularne posty