Kilka urywków naszej codzienności z odrobiną lingwistyki stosowanej






Chłopcy leżą w łóżku, próbują zyskać jeszcze kilka minut, zanim sen złapie ich w swoje ramiona, śpiewają, recytują wierszyki.
Franek cichutko wylicza: Sad, happy, lucky, quiet, tired, ungry [wymawia to ostatnie po frankowemu, brzmi coś jak an-green]…
Igi: …nie green, to yellow...
Grunt to się dogadać.


Jemy lody „u Włocha”. Franek wybiera gałkę waniliową, Igi gałkę red (wybrałam wiśniową), ja biorę solony karmel. Proszę, żeby red-gałki nie było za dużo, maksymalnie połowa, bo młody i tak nie zje. Siadamy przy stoliku.
I: Mamo! To ce! Ce loda yellow! Daj mi!!! To ce! Daj mi to!
Wymieniamy się. Świetny interes. Połowa gałki i do tego w smaku, za którym nie przepadam. Ale dziecko szczęśliwe.
Franek kończy swoją gałkę i bardzo bardzo bardzo mu zależy na jeszcze jednej. Mamo, proszę, mamo jesteś taka kochana, mamo mamo i ten uśmiech, któremu nie umiem się oprzeć. Taki czekoladowy chcę, proszę….
M: Ok, a kupisz sobie sam? Dam ci pieniądze, poprosisz o jedną gałkę czekoladowych. Zgoda?
F: Zgoda!
Zostałam z młodszym przy stoliku, co chwilę zaglądając do Franka, który stał w dość długiej kolejce a czekanie ciągnęło się w nieskończoność. Franek przestępował z nogi na nogę, powtarzał, że marzy o czekoladowym, nie może się już doczekać i w ogóle ten lód to jest sens jego życia. W rączce ściskał dwuzłotówkę. W końcu nadeszła jego kolej. Wielka czekoladowa gałka trafiła do wafelka, wafelek w rączkę. Wyszliśmy przed lodziarnię. Uśmiech triumfu nie do opisania.
F: Mamo, a gdzie mogę odłożyć tego loda? Bo już nie chcę – mówi, nawet raz go nie próbując. Standard.
Tym sposobem straciłam solony karmel, ale zyskałam sorbet czekoladowy ;)


F: Ignasiu, zgadniesz, co to jest?
I: Nie
F: Nie zgadniesz, bo to jest niezgadliwe!


F: Mamo, już mnie nie kochasz?
Ja: Jak to nie? Oczywiście, że kocham wciąż tak samo! Czemu tak myślisz?
F: Bo się nie uśmiechasz..
Dlatego staram się na co dzień pamiętać o uśmiechu. Wy też pamiętajcie!


- Franiu, czemu nie jedziesz?
- Bo zepsuł się hamulec i muszę stoić.
- Ale nie można się zatrzymywać na ulicy. Może w ciebie wjechać samochód!
- I można umarść?


Wujek: Ignasiu, kocham cię, wiesz?
I: Ja też kocham... (wujek szczęśliwy)... mamę!


Ignaś: Mamo, ce gołołej. Daj gołołej! CE GOŁOŁEJ!!!
Ja: Ignasiu, a co to jest gołołej? Pokażesz mi?
Pokazał... parasol.
"rain rain, go away, come again another day..."


- Franiu, chodź, idziemy po pomidory.
- Do sklepu warzywcowego?


Zapisujecie śmieszne powiedzenia Waszych maluchów? Warto! Bo tak szybko wylatują z pamięci.





Komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popularne posty