Kwiecień w kadrze


Czasami w kwietniu można już poczuć lato, czasami tylko wiosnę, a w tym roku… Sami wiecie… Po kilku dniach z wysokimi temperaturami, po bieganiu z krótkim rękawkiem trzeba było przeprosić się z zimowymi kurtkami i czapkami. Kalosze były w ciągłym użyciu, kaloryfery w domu nieustannie grzały, w garnku bulgotała rozgrzewająca zupa. Nawet ostatniego weekendu kwietnia, początku majówki, nie można uznać za udany. Zimno, wietrznie, deszczowo. Ale jak się nie ma, co się lubi to się wykorzystuje to, co wykorzystać można. Zakładaliśmy więc te wszystkie ciepłe kurtki, kalosze i staraliśmy się chwytać chwile ze słońcem. Pojechaliśmy nad piękny Bug, co chwilę chowając się przed gradem, przyglądaliśmy się z bliska bocianom spacerującym po podlaskiej łące, spacerowaliśmy nad lubelskim Zalewem Zemborzyckim z lękiem spoglądając na coraz bardziej zachmurzone niebo, odwiedzaliśmy dziadków. 

Kwiecień to też miesiąc urodzin. Igi skończył już dwa lata, czas rozpędza się coraz szybciej, niedługo go nie dogonię… Dopiero napisałam TEN WPIS, a tu nagle się okazuje, że od opublikowania minął rok… Ponieważ urodziny wypadły w święta, więc przyjęcia nie urządzaliśmy, były jednak balony z helem i dmuchanie świeczki kilkanaście razy z rzędu, pyszny tort tuż obok jajka z majonezem i mazurka. Balon z cyferką – żyrafą miał być z założenia większy, ale za późno się zorientowałam.

Kwiecień to też rozpoczęcie sezonu motocyklowego, na którym zawsze jesteśmy. Kiedyś sama brałam aktywny udział, obecnie pojawiam się jako publiczność, przywożę na miejsce chłopaków, żeby od taty zarażali się pasją do motoryzacji i zabytków. Franek chyba złapał bakcyla, całe dnie jeździ na swoim "motocyklu" po domu i po dworze, ma kask, okulary, zakłada rękawice, bierze udział w konkursie wolnej jazdy, reperuje silnik. Właściwie jest skażony tą pasją od początku, bo będąc jeszcze w brzuchu przejechał motocyklem kilka tysięcy kilometrów ;)

Kwiecień to dla mnie makro-szaleństwo z aparatem, uwielbiam kwiaty, pączki, owady. Po kilku miesiącach przerwy soczewki do makro znów rozgrzewają się do czerwoności.

Miłego podglądania naszej codzienności :)













spacer z ciocią 







Przewodnik po Egipcie, 1972 r. Zobaczcie, jakim językiem jest pisany, jak różni się od dzisiejszych przewodników, jak miło się go czyta :)








Komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popularne posty